• Wpisów:418
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 09:23
  • Licznik odwiedzin:64 803 / 2832 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
ojjj Dawno tu nie byłam Dlatego przychodzę z wielkim postem
Zaczęło się tak... (kontynuacja postu z 30 października 2014 - KLIK)
mając 12 lat poczułam wielki ból węzłów chłonnych, każdych. Wszystkie był powiększone. Po milionie wizyt u różnych lekarzy, godzinach badań, stosach różnorakich wyników nic nie zdiagnozowano. Wykluczono choroby odzwierzęce i różne inne. Po niecałym roku węzły uspokoiły się.
Ale...
Byłam zwykłym dzieckiem, o normalnej budowie ciała, które troszkę szybko urosło w rok, a później już tak zostało (do dziś ). Do sedna - Zdjęcia - sierpień 2014 i styczeń 2015

Jednym z odwiedzanych lekarzy był ginekolog. Gadka szmatka, skoro już miesiączkuję (od 10 roku życia) i jest średnio z regularnością dajmy coś ziołowego. Śmiem twierdzić, że to był pierwszy gwóźdź do przysłowiowej trumny. Byłam przecież dzieciaczkiem, okres sam by się uregulował z czasem, ale któż to mój wiedzieć 13 lat temu! Ziołowe tabletki zostały zastąpione kolejnymi, kolejnymi.... aż spuchłam jak bulwa. Mając 13 lat, 155 cm wzrostu ważyłam grubo ponad 65 kg.
Przypadkowo trafiłam do jednego lekarza, właściwie nie na wizytę nawet, a na konsultację. Zasugerował spróbować odstawić wszystko. Przecież jestem młoda i antykoncepcja mi nie potrzebna. To była sucha sugestia, bez badań, bo i to wizyta nie była. Ale wzięłam to do głowy, Odstawiłam. I co? Schudłam do 50 kg bez specjalnej diety i ćwiczeń.
Waga trzymała się trochę ponad rok. Po tym czasie okres trwał 3 miesiące, a 3 dni nie było. Do tego częste krwawienie z nosa. Alarm - Anemia. Na szczęście nie potwierdzono anemii, ale waga sobie podskakiwała co raz wyżej. Jestem osobą z reguły aktywną, może nie regularną, ale rowerem podróżowałam nawet i 30 km dziennie. Baseny, spacery, raczej zwyczajna dieta, bez obżarstwa i nadmiernej ilości słodyczy czy fast foodów.
W wakacje po pierwszej liceum były moim kulminacyjnym okresem w życiu. Każdy mówił, że to stres, że nowa szkoła, dojazdy, inna dieta,że to pewnie dlatego. Waga przekroczyła magiczne 70 kg. Ja puchłam, płakałam, nie mieściłam się w żadne ubrania. Ćwiczyłam jak wariatka. Jeździłam na rajdy rowerowe po 100 km dziennie. Ścisła dieta, dietetyk, walka ze samą sobą. Bezskutecznie. Właściwie w ciągu 2 miesięcy zmieniłam się diametralnie! Efektem opłakanym kilka nocy były rozstępy na udach, łydkach, biuście i boczkach. Wyglądałam jak pociachana nożem. Gdy ktoś pytał co to jest, to zmieszana mówiłam, że blizny i że nie wiem skąd to mam ;/. Dziś już wyblakły (choć są widoczne). Zwyczajnie nie nawilżałam rozciągniętej skóry, w której włókna kolagenowe zwyczajnie "puściły" od naporu szybkiego przyrostu centymetrów.
Znów, przypadkiem, trafiłam do tego lekarza, opowiedziałam co mnie dręczy. Znów miękko zasugerował, że leki są za mocne dla młodych kobiet. Nie zrobił mi aktualnych badań, ale z wywiadu wywnioskował, że te leczenie jest niestosowne. Jednakże konkretnie zaznaczył, że za kilka miesięcy, po odstawieniu tabletek, zrobi badania i zobaczymy co mi dolega i czego mi potrzeba tak naprawdę.
W listopadzie odstawiłam tabletki i jednym znakiem mogę pokazać kierunek wagi: \ listopad - 75kg, rozmiar XL, styczeń - 68 kg, rozmiar L, marzec - 59 kg, rozmiar S, lipiec - 48 kg, rozmiar XXS/XS. Wzrost był stały, 162 cm. Co prawda w lipcu już byłam za chuda, ale... nie ćwiczyłam, nie trzymałam diety, nic szczególnego nie robiłam w tym kierunku. Tylko wydałam kolejną fortunę na wymianę szafy. Cały proces chudnięcia był kontrolowany przez lekarza. Wyniki były dobre, żadnych patologii w układzie rozrodczym, miesiączki regularne.

Sielanka trwała dobre 5 lat. Utrzymywałam wagę na stałym poziomie 53 kg. Co prawda później nieco intensywniej ćwiczyłam, zwracałam uwagę na to co jem, ale nie była to obsesyjna dieta czy tysiące godzin na siłowni. Żyłam jak przeciętny student mieszając sesję z imprezą, kserując notatki, zasypiając na zajęcia .


I nagle bum! Znów brakuje mi okresu. Ciąża wykluczona oczywiście. Nie ma go 2-3-4 miesiące... cóż, pora lecieć do lekarza. Udałam się do tego lekarza, który wcześniej sugerował odstawić tabletki. Coś się stało, dziwna sytuacja na jajnikach, brak wyraźnego pęcherzyka, może być problem kiedyś z ciążą, to był lekki alarm na hasło "bezpłodność" - przerażające. Niewyjaśniony brak okresu. Hormony niby w normie. Najpierw wywołanie krwawienia luteiną, później 3 miesiące tabletek i czekamy na efekty. Już po 3 opakowaniach czułam, że przytyłam. Ale to normalne, że te 3-4 kg można przytyć. Ogólnie było całkiem dobrze, poza tym, że obawiałam się tej bezpłodności i trochę przepłakałam na ten temat.
Los chciał, że zaraz po kuracji już leciałam do Portugalii. Okres dostałam normalnie, radość niesamowita. Później zaczęły się schody, bo kolejny okres już się nie pojawił. Myślałam, że to stres, podróż, zmiana klimatu. Poczekam. Poczekałam kolejne 2 miesiące. Miałam ogromny ból brzucha, głowy, mdłości, problemy z wypróżnianiem. Telefoniczne skontaktowałam się z lekarzem, zalecił znów wrócić do tabletek, chociaż na czas wyjazdu, bo pomimo, że mogłam przytyć to dolegliwości powinny ustąpić. Chociaż na te 3 miesiące. Tabletki przyjechały do mnie i ...
...zaczęło się piekło. Dolegliwości ustępowały na tydzień, max. dwa, a później znowu cierpiałam. Puchłam i puchłam... jedząc samą owsiankę na wodzie, owoce, warzywa i kurczaka gotowanego. Biegałam 5 km 2-3 razy w tygodniu, dodatkowo niezliczone spacery po wiele kilometrów dziennie. Waga rosła... jak na drożdżach! Gdzieś w jakiejś galerii postanowiłam stanąć na wagę, a tam okrągłe 70! Do powrotu został miesiąc. Złapała mnie depresja, przestałam mieścić się w większość ubrań, które ze sobą zabrałam, nie chciałam rozbierać się na plaży.

Jeszcze zanim wróciłam do Polski umówiłam się do lekarza. Wizytę miałam jeszcze tego samego dnia co wróciłam. Badania, mierzenia, rozmowy. W związku z tym, że chciałam zachować antykoncepcje miałam szukać odpowiedniego środka, który będzie współgrał z moim organizmem. To był MÓJ błąd, bo przedłużyłam sobie mękę. Spróbowałam innych tabletek, krążków, plastrów. Szalona waga wzrosła do 75 kg, a ja po próbach nie znalazłam nic co by mi odpowiadało. Ciągłe złe samopoczucie, efekt wzdęcia, spuchnięte dłonie i stopy, wory pod oczami, dolegliwości jelitowe, okropne wypryski na twarzy, okropny, kujący ból w podbrzuszu no i ta waga. Cały lipiec, sierpień i wrzesień intensywnie ćwiczyłam, 5 razy w tygodniu. Basen, bieżnia, aerobic, rower, spacery, kajaki. Do tego ścisła dieta. Waga spadła. 3 kilo... to jest nic w odniesieniu do tego co ze sobą wyprawiałam. Kolejnym problemem był ból piersi. Urosły mi z E do I (polska rozmiarówka, nie chińska, stąd te dalekie litery ). Ból uniemożliwiał mi bieganie, a często nawet i chodzenie czy leżenie. Dobór jakiegokolwiek stanika graniczył z cudem. Trudno znaleźć dużą miseczkę i stosunkowo mały obwód - 70.

Kolejna wizyta u ginekologa, na początku października, to był przełom. Aby organizm odzwyczaić, a nie zaskoczyć, zmniejszyłam dawkę tabletek, do 10 na cykl. Od tego czasu (4 miesiące) schudłam 17 kg!!!! bez szczególnie wielkich ćwiczeń (raz w tygodniu 1 h bieżni lub bieg na świeżym powietrzu), a dieta to mc donald, pizza i tortille. Zabawne co? Stopniowo zmniejszał mi się rozmiar z tygodnia na tydzień. Biust z wielkiego I obecnie jest przyjemnym G. Waga pokazuje, dawno nie widzianą, 5 z przodu (58). Ubrania, dawno zakopane w szafie są dziś idealne. Brzuch nie boli, głowa również, cera idealna, problemy jelitowe i ten nieprzyjemny ból ustąpiły (pomimo wielu wizyt u gastrologów, którzy nie wiele wnieśli w leczenie). Miesiączki są regularne. Za miesiąc kończę ten rodzaj leczenia i czeka mnie kolejna wizyta u ginekologa, być może odstawię farmakologię.

Podsumowując.
Nie każdy problem z wagą to problem z dietą i brakiem aktywności. Jak widać w mojej historii wzmożona aktywność nie przyniosła właściwie żadnego efektu. Przed podjęciem jakiejkolwiek drastycznej diety najpierw skontaktujcie się z lekarzem. Może być to lekarz rodzinny, przecież też się musi na tym znać. Jeżeli są problemy ginekologiczne to wiadomo do kogo! ale rzetelnego, zaufanego i takiego, co nie wyśmieje nas, a zleci konkretne badania hormonów. Oczywiście dieta i aktywność jest ważna, w większości przypadków jest jedynym rozwiązaniem! Nie oszukujmy się, ale otyłość to raczej w 90% spowodowana jest brakiem aktywności i złą dietą, a pozostałe 10% to choroba czy geny.
Dziś wiem, ze w moim przypadku wahania wagi są spowodowane hormonami. I to pewnie nie tkanka tłuszczowa, a woda gromadziła się we mnie (spuchnięte nogi, dłonie, wory pod oczami). Szkoda, że nie miałam okazji zmierzyć składu masy ciała przed odstawieniem tabletek, miałabym porównanie. Zamierzam zacząć regularnie ćwiczyć, aby ujędrnić rozciągniętą skórę (kilka cm wszerz to dużo!). Na szczęście nie nabawiłam się nowych rozstępów - w miarę regularnie robiłam masaż bańką chińską i smarowałam wszystkie możliwe kremy - nie koniecznie te na rozstępy. Bańka dodatkowo pozwoliła pozbyć się cellulitu. A więc dziewczyny, niechaj będzie Wam przestrogą, że nie można lekceważyć tak prostych, z pozoru, spraw .
  • awatar niezbyt szczesliwy chlopak z Podlasia: też czasem się zastanawiam czy nie mam jakichś uwarunkowań genetycznych ... a jak tam remont? już w nowej siedzibie? ;)
  • awatar expect me: współczuje tego co przeszłaś i cieszę się ze juz wszytko ok :)
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт !: Woow co za przemiana :) Ja też miałam problemy z regularną miesiączką ale nie poszłam do lekarza i nie pójdę. Nie wierze im i nie sądzę aby powiedzieli mi coś czego nie wiem. Tabletek anty nie brałam i brać tez nie będę bo się od nich właśnie tyje. Po za tym kto to widział żeby się tabletkami szprycować ?? Na Twoim miejscu odstawiłabym fastfoody i słodycze przecież to śmieci są , których nasz organizm nie potrzebuje! Powodzenia :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

www.five-star-girl.blogspot.com

...takie to metafizyczne przemyślenia. A smutne. Myślałam, że już przyjdzie wiosna. Także i w tym roku nie będę miała jednak przyjemności spędzić choćby godziny na nartach (chyba, że ktoś mnie zaskoczy ), a co za tym idzie zima to nie mój sprzymierzeniec. Śnieg lubię tylko gdy mam zaklepany zjazd na stoku, a zimno lubię, gdy ... no chyba nigdy .
W Białymstoku, jak na WHITEstok przystało, jest biało. BIAŁYstok, BIAŁYśnieg i BIAŁAgaleria. Generalnie gra gitara, bo jeszcze rolnicy i policjanci nam strajkują, więc na mieście mamy mistrzostwo świata w połączeniu z idealną (o ironio!) pracą odśnieżarek (notabene - dlaczego w radiu E*** ciągle tak zachwalają firmę odśnieżającą, a odśnieżanie trochę słabo im idzie? trochę dziwne...).
Ale wróćmy do mnie. Jestem po tej okropnej sesji. YUPI! Egzaminy zaliczone, sesja oblana, 2 tygodnie cudownej laby przede mną (pojęcie laby to pojęcie względne... ), ale simsy już zainstalowałam i nawet udało mi się pograć kilka chwil . Zdecydowaną większość czasu postanawiam poświęcić ogarnięciu mieszkania (remont że aż wre!) i moim sprawom prywatnym .

*Mały mix fotek z ostatnich dni*

1.herbata z cytryną <3.

2.uroczy notes od przyjaciółki.

3. Selfie przed imprezą.

4.Moje Miłości.

5. Śniegi na Syberii.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

five-star-girl.blogspot.com

Troszkę "zabalowałam" i odstąpiłam od bloga, ale wkroczyły w moje życie nowe obowiązki, a mianowicie moje własne małe M. Ciasne, ale własne i to najważniejsze . Początkowo wyglądało, że wcale tak dużo roboty nie będzie, ale później okazało się, że tak kolorowo nie jest. Zdecydowaliśmy się na porządny remont, także wiertarka z udarem kuje w żelbetowe ściany non stop. Sąsiedzi już pewnie mnie przeklinają, bo weekendem łomem wyburzyliśmy 2 ścianki działowe. Dużo za nami, dużo przed nami. Wstępne projekty kolorystyczne są, a to już ogromny plus w stronę realizacji. Nie mogę się doczekać aż już zacznę zwozić swoje toboły i układać w nowych pomieszczeniach <3.



Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

www.five-star-girl.blogspot.com

W sobotę rozpoczęły się te bardziej świąteczne porządki, zaraz lecę na strych po resztę ozdób świątecznych, a Dawid śmiga po choinkę, którą będziemy ubierać może dzisiaj. Dziś także czeka na mnie lepienie pierogów, a później to już będzie tylko gorzej .
Jestem typem dziewczyny, która nie lubi gotować. Umiem, nie chwaląc się, nawet całkiem dobrze mi to wychodzi, ale robię to z wielką niechęcią. Mój mąż będzie miał super obiady, ale bardzo rzadko . Zdecydowanie, tysiąc razy bardziej! wolę sprzątać. Mam nadzieję, że dziś i jutro znajdę cokolwiek do sprzątania i ominą mnie kuchenne rewolucje. Ok, mogę zrobić łazanki... haha .
To są prawdopodobnie moje ostatnie święta w rodzinnym domu. Wczoraj odebrałam klucze od mojego własnego mieszkanka i zaraz po świętach i nowym roku zaczynam swoje własne życie. To taki "mały" 33 m2 prezent na święta .

A tak u mnie świątecznie w tym roku

Wesołych świąt!



Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

www.five-star-girl.blogspot.com

Trudno było mi podać powód rozdania. Czy może 4 rocznica prowadzenia bloga, czy Mikołajki, czy święta, czy prawie 400 wpis (musiałabym do końca roku poczekać ), czy prawie 200 obserwujących, czy może brak powodu .
Padło na święta. Fajny klimat, każdy lubi dostawać prezenty .

*ZASADY*
1. Dołączamy na grona moich obserwujących.
2. Obserwatorzy z pingera komentują pod tym postem http://five-star-girl.blogspot.com/2014/12/swiateczne-rozdanie.html *jako anonim* (ew. ze swojego bloga na blogspocie) i podają adres bloga i portal, z którego mnie obserwują + imię i email (abym mogła się skontaktować ze zwycięzcą)
3. STALI Anonimowy komentatorzy też mogą brać udział (mam ich nie więcej jak 5 więc zweryfikuję ;>
4. Aby losowanie się odbyło musi być 40 zgłoszeń.

*Terminy*
1. Rozdanie rozpoczyna się dnia 3.12.2014.
2. Rozdanie kończy się dnia 19.12.2014.
3. Wyniki zostaną ogłoszone 21.12.2014.
4. Upominek zostanie wysłany 22.12.2014.

*Nagroda*
Kosmetyki firmy EVELINE COSMETICS (http://www1.eveline.com.pl/)
1. Czarny tusz do rzęs
2. Podkład matujący
3. Błyszczyk do ust
4-5. Testowane przeze mnie lakiery do paznokci

 

 

www.five-star-girl.blogspot.com


Na Podlasiu śnieżnie. Z dnia na dzień różnie, raz dopada raz stopnieje. U mnie wciąż względnie biało i ładne. Choć to ładnie niestety nie chodzi w parze z "praktycznie", ale damy radę - z każdym dniem coraz bliżej wiosna .
Niestety śnieżna, chłodna i zimowa pogoda nie działa na mnie dobrze, cały czas chce mi się spać, choroba krąży, a średnie samopoczucie średnio nastraja do walki z życiem.
Dziś zostawiam Was z kilkoma zdjęciami, już w zimowej aurze. Chociaż takie widoki po drodze na uczelnie dodają trochę siły .



Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

five-star-girl.blogspot.com

Często nie zdajemy sobie sprawy, że ich wygląd zdecydowanie na wpływ na ogólny zarys naszej twarzy! Zadbane brwi to numer jeden w makijażu!
Sama w tym temacie jestem łamagą. Niestety, dwie lewe rączki zakazują mi samej regulowania brwi, a już tym bardziej podkreślania ich kredką czy henną . Regularnie, 1-2 razy w miesiącu jestem u swojej zaufanej kosmetyczki, która doskonale wie co ma robić.
Poniżej widzicie zdjęcie przed i po zabiegu u kosmetyczki. Właśnie odkryłam, że mam jedną opadającą powiekę .

Uchwycenie makijażu jest niezwykle trudne zarówno przy naturalnym świetle (Zdjęcia poniżej) jak i przy sztucznym (tu totalnie była klapa ). Widać, ze każde zdjęcie, mimo robienia ich w tym samym czasie, ma różne światło... Brwi poniżej mają już tydzień. Henna szybko schodzi, niestety, ale kształt między wizytami u kosmetyczki dopieszczam sama, ale delikatnie!Jestem blada w odniesieniu do ciemnych włosów, podkład jest dyćko za jasny, co potęguje efekt, plus mega fajne światło i wyglądam jakbym zamiast podkładu nałożyła mączkę ziemniaczaną . Nie mniej jednak dwie wizyty na solarium załatwią sprawę . Na zdjęciach nawet nie widać, że mam róż... i może dlatego twarz wydaje się trochę płaska (?) a już na pewno nos zbiega się z resztą. No jaka modelka takie zdjęcia . P.S. Syf za mną.... para ram pam pam....


 

 
Dziewczyny! Znacie woski Yankee candle?
Włąściwie piszczą moje zmysły węchu dopiero od niedawna, ale nie ukrywam, że potrafią zaskoczyć!

Na pierwszy test poszedł MARGERITA TIME - http://five-star-girl.blogspot.com/2014/10/wszyscy-maja-yankiee-mam-i-ja.html

Drugi był BLACK COCONUT - http://five-star-girl.blogspot.com/2014/11/yankee-candle-black-coconut.html

Trzeci czeka ;-).

A Wy które zapachy lubicie?


  • awatar Bborce: Znamy, już w moim domu goszczą od bardzo długiego czasu:) mam kilka swoich ulubieńców:)
  • awatar aguska1985: Znamy znamy mój ulubieniec to mandarynki i Zurawina
  • awatar Martysiia: @creativamente: i mi się bardzo podoba! :) @Red Rosette: no mam to samo z black coconut. A coś więcej o Children wish? jaki to zapach ?:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Jesień ciągnie się okropnie długo. Łącznie z zimą trwa chyba 360 dni, a wiosna i lato skondensowana jest w te 4-5 pozostałych dni... Cóż, nie ukrywam, chcę już wakacje!
Na uczelni każdy dorzuca coś od siebie. Tyle przedmiotów, a jak w liceum, każdy najważniejszy! a najlepiej jeszcze przypomnieć, że zaraz koniec semestru (halo! dopiero się zaczął!). Miliony jakiś dziwnych projektów, prezentacji i bóg wie czego... no jestem w szoku. Ostatni rok, jak ogólnie cała magisterka, miał być taka lajtowy... a to był dobry chwyt marketingowy moich wykładowców, przez których teraz siedzę ubabrana po uszy, zamiast relaksować się WIEDZĄ w Poznaniu... ot masz zaśmiecam myśli w Białymstoku.

Kolejnie tułaczka. To trochę u siebie, to trochę u Dawida, to trochę na uczelni... gdzie jeszcze mnie zaniesie? no czekam. Nie to żebym narzekała, ale wszelakie plany, jakie były kiedykolwiek podejmowane, zdążały do stabilizacji, a tutaj z dnia na dzień co raz to nowsze informacje i newsy. Z lekka już mnie to męczy, ale czekam.
Poza tym totalnie nic. Może tylko fakt, że moje ciało przechodzi pewną metamorfozę. Ciekawi? Wszystko w swoim czasie, ale przyznam się szczerze - było "strasznie", jest "dobrze", czekam na "rewelacyjnie"! Lecz przede mną jeszcze długa droga!



na częstsze posty zapraszam tutaj :
http://five-star-girl.blogspot.com/
  • awatar Lovely Mess: Ja też mogę ponarzekać. W porównaniu do ostatniego roku licencjatu - ostatni rok magisterki to koszmar połączony z wieczną dezorganizacją...
  • awatar lajnastyle: kiedy to było??? mimo nauki, fajnie wspominam studia :)
  • awatar skyelephant: U mnie ciężko przyjść nieprzygotowanym, bo jest nas 15 osób, a najcześciej ok.10 więc cała wiedza zostaje szybko sprawdzona indywidualnie :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Tak! 21 dni temu (przegapiłam ) minęło nam 4 lata razem! nam to znaczy mi i pingerowi!
wiele ze mną przeszedł, wiele postów pochłonął - 409 z dzisiejszym . Żeby tylko tak często się nie psuł to wciąż byłby odwiedzany tak często jak kiedyś .

Dziś na łamach blogspotowego życia blogowego ujawniam nieco swojej prywatności. Zapraszam!))

http://five-star-girl.blogspot.com/2014/10/o-miosci-kilka-pieknych-sow.html



*p.s. pewnie po zdjęciu i tytule wszyscy pomyślą, że 4 lata jestem z Dawidem... nie, 7 miesięcy .*
 

 
Jeżeli ktoś mnie szuka, to zdecydowanie większa ilość postów pojawia się tutaj : five-star-girl.blogspot.com

Brzydko też tak przychodzić po takiej nieobecności od razu z interesami... wybaczcie!

Czas zmienić zawartość szafy z letniej na... jesienną. Niestety . Dlatego też zachęcam Was do zakupu bądź wymiany ;-).

Z chęcią przygarnę ciepły sweter w kolorze beżu bądź szarości, nietypowe legginsy(np. bordowe, ze skórzanymi wstawkami), ciepły komin, czerwoną koszulę i koszulę w niebieską kratę


Mój profil na szafie - http://szafa.pl/profil/martysiia
Mój profil na vinted - http://www.vinted.pl/members/133857-jarmusia

jeżeli nie masz profilu na żadnym z powyższych portali, a jesteś czymś zainteresowana napisz na : jarmo_m@o2.pl


  • awatar kocieoko: Kochana ja kupuje już bralet niebieski w kwiatuszki! !! Zaklep mi go ns 100% mogę też dziś zobaczyć czy nie mam czegoś cieplutkiego na wymianę ale jak nie to ci zapłacę :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Taaaak. Staruch ze mnie . Dziś obchodzę swoje kolejne, kto zgadnie które? , urodziny .
Nie trudno zauważyć, że od poprzednich urodzin wiele zmieniło się w moim życiu i w sumie nawet tego nie ukrywam. Jestem po stokroć szczęśliwszą osobą, choć większość to zasługa mojego Kochanego <3 i najlepszej na świecie przyjaciółki. I choć życie zmienia się z dnia na dzień, dzięki przebywaniu tak wspaniałych osób w moim otoczeniu, jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Bywały lepsze i gorsze dni. W jesienne popołudnia miałam wielkiego doła, myślałam, że będzie już tylko gorzej. A jednak nie. Niemal z dnia na dzień zmieniło się wszystko... a potem było już tylko lepiej i dziś jest nieziemsko!

STO LAT MARTYNKO! D


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
wow! nie powiem, trochę zaniedbałam pingera , wszystko ze względu na brak czasu (ciągła bieganina i załatwienie wszystkiego na ostatnią chwilę...) i wiele innych rzeczy, które nie pozwalają mi się dostać do komputera.
W miarę regularnie ([póki co... ) pojawiają się notki na moim blogspocie

http://five-star-girl.blogspot.pl

i właśnie tutaj Was odsyłam .
A teraz lecę obejrzeć moje ulubione blogi z pingera, które gdzieś mi przepadły .




 

 
W końcu w domu!
Po wielkich, 4,5 miesięcznych "wojażach", czas zawitać w domku. Gdy stąd wyjeżdżałam było zimno, a wróciłam w zielone miejsce, jakby nie patrzeć najpiękniejsze miejsce na ziemi <3.

Czas też chyba na szybkie podsumowanie wielkiej, portugalskiej ekspedycji.
Przed wyjazdem poprzednicy mówili "z Erasmusa wrócisz jako inny człowiek". Czy ja wiem? Poza tym, że przychorowałam to nic się nie zmieniło we mnie. W moim życiu osobistym - owszem i to wiele, ale to chyba nie bezpośrednia zasługa Erasmusa. Mam tu na myśli obecność pewnego mężczyzny w moim życiu, którego znałam już przed wyjazdem. Dzięki niemu ten wyjazd ogłaszam najwspanialszymi wakacjami życia! Zdarzało mi się tęsknić za domem, za rodzicami, ubolewałam jak źle się czułam, jak nie poszły mi za pierwszym razem 3/4 egzaminy . Jednak jego osoba pomagała mi w chwilach słabości, no i dawała jeszcze coś więcej <3.
Poza tym, dużo zobaczyłam, dużo nowego się dowiedziałam (zarówno nowej wiedzy uczelnianej jak i tej z samego życia i kultury Portugalczyków), kilka razy zeszła ze mnie skóra, poimprezowałam, wypiłam dużo różnego wina, nauczyłam się gotować zupy (hahaha! )...
Co do samej erasmusowej organizacji. Pieniędzy, które dała mi uczelnia (350 E miesięcznie) wystarczyło spokojnie, żyjąc zwyczajnym trybem, a nawet szalejąc (wycieczki, imprezy). Z uczelnią nie było problemów jeżeli chodzi o kontakt, nieco gorzej wspominam egzaminy, które niekiedy były z kosmosu (choć i tak w efekcie wykładowcy pomagali ), a tam gdzie był prezentacje (projekty) nie zawsze potrafili określić swoje wymagania i wciąż czegoś nowego oczekiwali. Jednak wszystko dało się zaliczyć (chyba nie mam żadnej 5 haha! i boję się patrzeć na średnią ).
Każdemu polecam skorzystanie z przywileju studenckiego jakim jest możliwość uczestniczenia w Erasmusie. Wspaniałe doświadczenie, możliwość oderwania się od rzeczywistości na jakiś czas. Póki jest się młodym trzeba korzystać .
 

 
Miałam pisać regularnie... no i jakoś nie wyszło . Cieszę się każdą chwilą w Portugalii. Został mi ostatni, nawet nie cały, miesiąc słonecznej sielanki, dlatego korzystam z tego dobrodziejstwa na maksa.
W związku z tym, że nie pisałam regularnie mam dużo do pokazania i wiele informacji mi także umknęło... .

zapraszam na notkę na bloggerze:
http://five-star-girl.blogspot.pt/2014/06/erasmus-expedition.html
 

 

http://five-star-girl.blogspot.com

Znajomi z pierwszego mieszkania przekazali nam informacje o tym, że niedaleko rzeki znajduje się wystawa obrazów 3D. Najpierw oglądaliśmy ich zdjęcia, później udaliśmy się po swoje . Wystawa stała do końca marca, także zaraz po moim powrocie z Polski całą ekipą tam poszliśmy.
Cena za wejście to 6 Euro. Ni to dużo ni to mało. Jeżeli wszystko przelicza się na złotówki, to rzeczywiście 24-27 zł to dużo, jednak gdy 6 Euro = 6 zł to już inaczej się na to patrzy .

Mam nadzieję, że D. nie zobaczy tych zdjęć. Po pierwsze za różowe serduszko a po drugie... po prostu sam fakt, że tu "jako tako" jest .
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
http://five-star-girl.blogspot.com

Przepadam na dość długo! oho! nie dobrze
Ale już szybciutko nadrabiam, wraz z małą fotorelacją.
Zacznijmy od tego, że bardzo dużo spacerujemy. Dziennie udaje się nam zrobić 12 albo i więcej kilometrów. Nic też dziwnego, że porwały mi się trampki i mam odciski od najwygodniejszych, do tej pory, sandałków oraz porwałam baleriny. Nie mamy stałej trasy. Idziemy tam, gdzie poniosą nas nogi, często nie wiemy nawet gdzie jesteśmy (bo po co brać ze sobą mapę? ). Ważne, że jesteśmy razem .

Zdarzają się nam także leniwe dni, takie jak dzisiejszy, gdzie, mimo ładnej pogody, leże zanurzona w przestrzeni internetu, pisząc eseje .

Pierwszy spacer razem. Poszliśmy totalnie bez celu, wzdłuż nieznanej drogi. Oczywiście wylądowaliśmy nad rzeką (skąd mniej więcej wiedziałam jak wrócić do domu ). Było zimno, może też temu, że na swego rodzaju molo (betonowy most wysunięty w ocean) spotkała nas fala i obydwoje byliśmy przemoczeni . Rzeka w Porto jest tym miejscem, które koniecznie trzeba odwiedzić. Ribeira, czyli ta dzielnica, jest często nazywana portugalską Wenecją. Właściwie coś w tym jest .
Kolejny spacer, podobną trasą. Właściwie był to powrót z pewnego miejsca, o którym w innym wpisie . Tu już było zdecydowanie cieplej, pewnie dlatego, że byłam ubrana nieco cieplej . Oczywiście rzeka . Wracając pokazywałam ciekawe miejsca, które do tej pory udało mi się poznać w Porto. Między innymi jakąś bazylikę (jaką? nie słuchałam przewodnika ), gdzie z jej placu jest 4 zdjęcie.
Mecz FC Porto vs Sevilla. Oczywiście FC Porto wygrało ;D.
Ocean, bo jakby mogło go zabraknąć? Było dość chłodno, a wiatr podwiewał mi ciągle spódnicę . 4 zdjęcie jest z zamku, który znajduje się nad brzegiem oceanu. Właściwie szału nie robi, ale warto odwiedzić takie miejsce, choćby dla samych widoków oceanu. Pamiętam, że droga powrotna z tego spaceru była długa, bo się zgubiliśmy, a tak naprawdę krążyliśmy wciąż koło domu. 5 zdjęcie jest już z innej wyprawy nad ocean, w celu opalania się (było cieplej!) i to właśnie wtedy moje niezawodne sandałki narobiły mi strasznych obtarć .
I dwa przypadkowe zdjęcia. Kawa i ciastko w centrum miasta (plac Aliados). Co z tego, że padało? Kawę trzeba było wypić na dworze! I szybkie zdjęcie w windzie na uniwerku.
  • awatar eM-: byłam tam też :) MAGIA!! :)
  • awatar *Madziuchna*: Ta palma wygląda jak ogromny ananas :)
  • awatar lieblov: jak wy słodko wyglądacie i w tle jeszcze tak piękne widoki :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 

http://five-star-girl.blogspot.com

Najwyższa pora, po tylu dniach, nieobecności, dać znak życia . Mam nadzieję, że mnie pamiętacie jeszcze troszkę .
Ostatni post z Polski... oho! Kiedy to było?
Od dwóch tygodni jestem z powrotem w Porto. Wymiana studencka trwa w najlepsze. Na uczelni spędzamy dosłownie drobne godziny, gdzie większość z nich to krótkie pogawędki, czy jakieś zabawy. Czeka nas co jedynie napisanie kilku "fajnych" esejów w języku angielskim, po 20 stron... ale jak nie my to kto?

Cóż, jak widać nie z powodu uczelni przepadłam na tyle dni. Swoje wytłumaczenie zacznę trochę sentymentalnie. Do tej pory myślałam, że jestem szczęśliwa. Przede wszystkim świadczyło o tym, że byłam zdrowa, miałam kochającą rodzinę, wspaniałych przyjaciół, niczego mi nie brakowało. To co miałam mam do dzisiaj. Zdrowie, jako tako, ale dopisuje, nie umieram w każdym bądź razie. Rodzina, dalej mogę na niej polegać mimo, że jest tyle kilometrów ode mnie, tęsknię. Przyjaciele, mimo pewnej selekcji, bo jak wiadomo, jak nie ma kontaktu rzeczywistego, to ludzie zapominają o Tobie..., wciąż są, właśnie Ci najważniejsi i jak się okazuje potem, najdrożsi. Wciąż mi niczego nie brakuje, mam to na co mam ochotę, nie narzekam. Jednak patrząc teraz, z perspektywy kilku niespodziewanych zmian, wiem, że brakowało mi czegoś, a właściwie kogoś. I niech mówią co chcą, że przecież we wcześniejszych związkach też byłam szczęśliwa, ale teraz to nie to samo. To trochę inny rodzaj szczęścia.
Nic też dziwnego, że do Polski leciałam przez Londyn. Tam był ON, nie widzieliśmy się wtedy przez około 2 miesiące i zamiast o sobie zapomnieć to uczucie tęsknoty narastało coraz bardziej. Ba! nic też bardziej dziwnego, że postanowiliśmy być razem, a po 10 dniach już RAZEM wrócić do Porto. Jestem szczęśliwa. Zarówno z powodu, że jestem młoda i cieszę się pięknym okresem w moim życiu - erasmus, jak i z tego (choć może przede wszystkim dlatego?), że mam przy sobie kogoś ważnego. Niezaspokojona ciekawość czytelników powinna skończyć się w tym momencie i nie odpowiem na żadne więcej pytanie związane z tym tematem .
Cały czas spędzamy razem. Długie spacery we dwoje, długie rozmowy, wspólne gotowanie, bieganie, oglądanie filmów, imprezowanie. Bawimy się w najlepsze, ale najważniejsze, że razem i dla siebie <3.
Obecnie w Porto leje, choć było kilka cieplejszych dni. Jednak nie tak ciepłych jak sprzed mojego wyjazdu do Polski, gdzie śmigaliśmy nad ocean opalać się . Ostatnio był grad, dziś znowu cały dzień deszcz. Synoptycy prognozują jednak poprawę pogody, a co za tym idzie pisanie esejów pójdzie na bok, a plaża wygra .
Nie obiecuję, jednak postaram się w najbliższych notkach pokazać to, co robiliśmy w minionych dniach .
  • awatar kaaatkaaa: o jacie jaki widoczek:) no właśnie jeden większy z primarka dostałam;p a taki perełkowy to za ile w primarku?? co do perfum to widzisz szkoda,że się nie zgadalyśmy wcześniej;p
  • awatar skyelephant: Aj to szczęścia i oby jak najwięcej tych wspólnych chwil we dwójkę, bo takie są najlepsze ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

http://five-star-girl.blogspot.com

400 wpis na pingerze, piękny wynik .

Obecnie przebywam w Polsce... wszystko ze wzlęgu na kolejny, już po raz trzeci, zabieg chirurgicznego usuwania ósemki . Tak, to właśnie jutro. Mam nadzieję, że obejdzie się bez bólu i większych komplikacji, gdzyż już na sobotę mam wykupiony bilet powrotny.
Tylko jedno pytanie - dlaczego przez Londyn?
Dużo zmian ostatnio nastapiło w moim życiu, a ostatnimi dnami jedna znacząca - zmiana statusu związku. I uprzedzam wszystkie pytania i chore insynuacje - nie! nie wróciłam do byłego. To ktoś zupełnie nowy i zupełnie inny <3. Nie wnikajmy w szczegóły. Ważne, że jestem szczęśliwa <3.

Pobyt w Polsce wykorzystuję co do minuty. Załatwianie waznych spraw przeplatam zakupami, spotkaniami ze znajomymi, odwiedzinami rodziny, wizytami u dentysty i imprezami. Intensywnie. Ale już niedługo, czyli w sobotę, wracam do Portugalii znów cieszyć się gorącym słońcem i doświadczać nowych doznań.

W dzień wylotu. Tepmeratura ponad stopnii. Przed wyjściem nad ocean.
Pakowanie. Wszystko dopięte na ostatni guzik!
Autobus na lotnisko: 4.07, a tam? Ktoś się zmęczył.
Lotnisko w Porto i długie oczekiwanie na mój samolot do Londynu.
Lot we wschodzie słońca, połączony z milionem emocji i oczekiwań na wielkie spotkanie w Londynie <3.
Pierwsze spotkanie z Pauliną i konsumpcja mojego ulubionego sushi!
W Polsce zimno , także strasznie zmarzłam!
I takie poranki! To odpowiedź na słońce, które budzi mnie w Porto każdego dnia.
Popołudnia z moim Maluchem <3! Tęsknimy!
I szybki skok na miasto.
  • awatar kaaatkaaa: no i super:) obyś ze wszystkim zdążyła:) nie ma to jak nowy związek:)powodzenia:*
  • awatar lajnastyle: a ja myslałam, że tylko u nas tacy zmęczeni na przystankach;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Po deszczu zawsze jest słońce. Obecnie znaczy to i dosłownie, w odniesieniu do pogody, jak i do mojej osoby <3. Pewne rzeczy w moim życiu niebawem ulegną zmianie, ale póki co jeszcze cisza!

Porto swoją pogodą zaskakuje nas każdego dnia. Najpierw długo deszcze.... później dwa dni słoneczka, choć wciąż chłodnego. A dzisiaj? WOW w cieniu u godzinie 17 było 20 stopni. Śmiało biegałam po mieście w rybaczkach i w bluzce z krótkim rękawem. Jeżeli będzie tak samo jutro to bez zastanowienia jedziemy na cały dzień nad ocean cieszyć się słońcem i łapać jego promienie.

Oh! właśnie na to czekałam!

Regularne notki pojawiają się na moim drugim blogu
http://five-star-girl.blogspot.com

a zdjęcia na moim instagramie

http://instagram.com/martysiiaa

 

 
Mimo deszczowej aury w Porto nie zapominam o Was i na moim drugim blogu :

http://five-star-girl.blogspot.com

i na moim instagramie

http://instagram.com/martysiiaa

wciąż na bieżącą pojawiają się nowe posty i zdjęcia ;-).
  • awatar Martysiia: @lieblov: właściwie już ją zaczęliśmy, ale wciąż nie mozemy dojechać na uczelnię :D
  • awatar lieblov: A kiedy rozpoczynacie nauke? Bo narazie widze macie czas na poznawanie miasta :)
  • awatar Ahh_Cute: aaaa co TY robisz w Porto, że zapytam ciekawska :D Ale to miasto które mi się marzy na praktykę zawodową!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jak zauważyliście dawno mnie tu nie było . Wszystko jest spowodowane moim wyjazdem na erasmusa do Portugalii, a mianowicie do Porto.
Wszelakie zdjęcia i relacje pojawiać się będą na moim drugim blogu

http://five-star-girl.blogspot.com

i na moim instagramie

http://instagram.com/martysiiaa

Pozdrawiam!!!
  • awatar Ahh_Cute: aaaaa erasmus no tak haha :D sorry najpierw zauważyłam późniejszego posta :P ja jestem w Pradze ale w Porto chce zrobić erasmus - praktykę :D zazdroszczę :*
  • awatar lieblov: ale macie fajną ekipę :) pięknie tam :)
  • awatar Martysiia: @dalia303: studiuje na Politechnice Białostockiej. Po pierwsze Twoja uczelnia musi korzystać z projektu erasmus. Kazda uczelnia stawia swoje wymagania a propo tego kto może jechać, np. co do średniej, albo coś; ustala terminy i dokumenty, które należy wypełnić i określa też z jakiego kierunku na na jaką uczelnie można jechać (tylko uczelnie, które podaje Twoja uczelnia). Więcej szczegółów i wiadomości znajdziesz tutaj :) : http://www.erasmus.org.pl/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

http://five-star-girl.blogspot.com

Kolejny wpis napisze już prawdopodobnie z Porto ;-), także dziś zostawiam Was z kolejna serią wspomnień z dawnego dysku, a mianowicie - STUDNIÓWKA!
Bawiłam się na niej w styczniu 2010. I niestety, nie był to najpiękniejszy bal w moim życiu. Byłam w sumie na 4, czy nawet 5, studniówkach i moja była najgorsza! Kwestia muzyki i.... i nastroju ;-). Ale to już inna bajka . No i przemilczmy też fakt, że byłam chuchrem, bez cycek.... hah.

Zacznijmy od sukienki. Kupiona dwa dni przed imprezą, bo ta, którą miałam gotową okazała się wybrudzona w czymś ... jakimś tłuszczu czy coś... A, że buty miałam już kupione i wszystkie dodatki też, to musiałam szukać czegoś pod kolor. Najgorsza nie była, ale do sukienki marzeń też jej nieco brakowało.
Fryzura i makijaż? Że byłam jeszcze (choć wciąż jestem ;-)) Laikiem w malowaniu makijaż był skromny. Podkład i tusz. I tak był szok, bo na co dzień nie malowałam się w ogóle. Włosy to porażka. Miałam mieć "lekkie fale", a właściwie wzmocnione moje naturalne skręty. Ta dam! Tu i tak już jestem po lekkim prostowaniu , był pudel!
Co do samej zabawy to muzyka była okropna. Dj wcale nie grał fajnie, a wszelkie prośby o normalną muzykę kończyły się... kolejnym techno na parkiecie. Mało tego, pamiętam też akcje, gdy dosłownie na chwilkę puścił disco polo, a więc wszyscy ruszyli w stronę parkietu, a on nagrał film, wrzucił go na swoją stronę z jakimś podpisem, cisnąc po uczniach mojej szkoły (coś w stylu, że wiocha się nie potrafi bawić ).
Już na koniec, żeby dowalić było nas tyle, że nie zmieściliśmy się do jednej, dużej sali z parkietem. Takim sposobem byliśmy porozwalani na 3 sale. Najlepsze klasy (tam gdzie uczyły się osoby organizujące imprezę) miały stoliki przy parkiecie, zdecydowana większość klas ulokowana była na drugim końcu budynku, a jedna czy dwie klasy... w piwnicy haha! BOMBA!
  • awatar Kaarolina J.: ale ślicznie wyglądałaś! :)) Byłabym wdzięczna, gdybyś dała swoją propozycję co do tematyki wpisów na moim blogu w komentarzu pod ostatnim postem :) Zeleży mi na twojej opinii :P http://daphnees.pinger.pl/m/21321403
  • awatar kocieoko: ale ty pieknie wyglądałaś !!
  • awatar niezbyt szczesliwy chlopak z Podlasia: Fajne fajne fotki a studniówki chyba u każdego bywają lepsze i gorsze. Powodzenia w Porto i czekamy na wieści ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

http://five-star-girl.blogspot.com

Szykując się do wyjazdu na erasmusa (kto nie pamięta, lecę już we środę do Portugalii ;-)) postanowiłam sformatować dysk w komputerze, a tym samym zrobić przegląd wszelakich danych, które zebrałam do tej pory. Oh! Miliony wspomnień uchowało się tu i ówdzie, w skrzętnie pochowanych folderach pod nazwą "nie oglądać", "tajne", "nie" . I takim to sposobem uzbierałam kilka całkiem ciekawych, moich oczywiście, zdjęć. Ciekawie jest tak wrócić te kilka (5-6) lat wstecz i obejrzeć siebie w zupełnie innym wydaniu, a jednak chyba wciąż podobnym . Macie okazje ujrzeć mnie nawet z 2005 roku , czyli gorące czasy gimnazjum, a także liceum (większość), osiemnastka, studniówka....
Zmieniłam się?
  • awatar lieblov: ooo to już w środę :o to czekamy na relacje z pobytu :*
  • awatar Martysiia: @blover: lecę, lecę :D poczekajcie na mnie, albo jak wrócę zróbcie drugie :D
  • awatar Martysiia: @kaaatkaaa: tak, na jeden semestr, chyba, że tak mi się spodoba, to zostanę na dwa :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 

http://five-star-girl.blogspot.com

Wyrywanie ósemek? " LUBIĘ TO " ..... wczoraj unicestwiłam kolejną, drugą. No nieźle. Rzeczywiście, samo wyrywanie tym razem poszło sprawnie, bezboleśnie i nawet nie wiem kiedy do ręki dostałam wielkiego dziada, który niszczył mi zgryz. Jedyne co pamiętam to duuużo krwi. Wszędzie krew... chyba też nic dziwnego, że wczoraj w nocy schodząc po tabletkę przeciwbólową prawie zemdlałam ... O ile wyrywanie było lajtowe w porównaniu do pierwszego, tak po wyrywaniu cierpię mocniej .

Ale nie o tym mowa. Uciekając od bólu postanowiłam zrobić kąpiel relaksującą. Do ciepłej wody wrzuciłam, niestety już ostatni, soli do kąpieli od Aroma Group(http://www.mlm-aromagroup.pl/), którą dostałam podczas pierwszego spotkania podlaskich blogerek.
Całe opakowanie starczyło mi na 3 kąpiele w mojej wielkiej wannie. Zapach, który się unosił, był nieziemski, mimo, że nie znoszę miodu. Choć i tak najwięcej zapachu unosiło się, gdy opakowanie było jeszcze zamknięte i stało w pokoju . Granulki powoli się rozpuszczały, ale wykorzystałam ten fakt do peelingu/masażu skóry. Na żółto, w moim przypadku, zabarwiona woda, zostawiała na skórze miękką powłokę oraz delikatny zapach. O ile powłoczka była wyczuwalna jeszcze rano, po spaniu, tak zapach zaraz po wytarciu skóry znikł. Ale chyba nigdy nie miałam soli do kąpieli, której zapach utrzymywałby się dłużej na skórze.

Ni mniej jednak, polecam. Taka kąpiel, w słodkim, delikatnym i przyjemnym zapachu, pozwoliła mi się zrelaksować i choć na chwilę zapomnieć o wielkim bólu .
Co więcej, zachowałam sobie to opakowanie, które wciąż wydaje delikatny zapach, a do tego uroczo wygląda i można coś jeszcze do niego schować .
  • awatar kaaatkaaa: o jacie;/biedna, masz TY się z tymi zębami:(
  • awatar Dziulaa: Pamiętam jak ja cierpiałam po wyrwaniu ósemki, myślałam, że mi dziąsło rozerwie .. a taką kąpielą to bym nie pogardziła :)
  • awatar karmelowa.: Super blog! Pozdrawiam! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

http://five-star-girl.blogspot.com

Nie jestem zwolenniczką długich (za długich) rzęs. Preferuję delikatny, naturalny look. Jednak o tą naturalność trzeba dbać. Dzięki uprzejmości firmy EVELINE Cosmetics miałam okazję przetestować skoncentrowane serum do rzęs, Advance Volumiere.
Jakie spostrzeżenia? Niestety, nic wielkiego... mimo regularnego stosowanie efektów brak.
Aplikacja prosta, jak normalnego tuszu do rzęs.
Próbowałam opcję "na noc" - trochę dziwne uczucie gdy kładziesz się spać z czymś na rzęsach, ale rano budziłam się z czystymi oczami, także przecierpieć się da.
Opcja "na dzień pod tusz" była średnią opcją, gdyż na co dzień nakładam tylko jedną warstwę tuszu, a tu już miałam kolejny ciężar na rzęsach. Odczuwałam pewien dyskomfort.
Najlepszą opcją okazała się "na dzień bez tuszu", czyli kiedy aplikowałam odżywkę na rzęsy, bez następnego tuszowania. Nie wychodziłam wtedy z domu ;-).

Co do efektów, nic wielkiego. Nie zauważyłam mniejszej ilości wypadających rzęs, czy chociażby ich zagęszczenia czy, właśnie obiecywanego, wydłużenia.
  • awatar Jestem Arielka: też lubię tą odżywkę :) nawet jako baza pod tusz :) rzęsy do nieba :)
  • awatar LadyMcculloch: A ja tam wolę olej rycynowy. Moje rzęsy były strasznie połamane już po2 tyg zdziałam cuuda!
  • awatar Marika, miło mi.: Polecam tą odżywkę http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=58915
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Co prawda dziś są moje imieniny, a urodziny mojej najlepszej przyjaciółki pyły dwa dni temu... ale sesja wysysa ze mnie ostatnie tchnienia i jestem totalnie nie na czasie .
Długo zastanawiałam się co kupić/zrobić Paulinie. Nie chciałam sięgać po coś klasycznego i oklepanego. Chociaż, mimo wszystko, klasyka nieco wdarła się w pomysł. Zrobiłam ! album na zdjęcia. Długo szukałam idealnego, bo miał być na spirali i koniecznie na zdjęcia wklejane. Dopadłam go w Media Markcie za ok 35 zł. Przeraziła mnie tylko cena "przyklejek", których używa się do wklejania zdjęć - 200 sztuk 20 zł. Postawiłam jednak na klej w sztyfcie . Miał to być totalnie inny album, oryginalny i osobisty. Jak zwykle zabrakło mi czasu i pomysłów... ale uśmiech na twarzy Pauliny i łzy w oczach z radości, gdy ogląda zdjęcia - nie do opisania ! Później pomyślałam, że dobrze się złożyło z tym albumem, w końcu zaraz wyjeżdżam, a taki album zachowuje multum wspomnień i pewnie nie raz zostanie otwarty w tęsknocie za mną .
Mało tego, w prezencie dałam także słodycze , bransoletkę oraz złoty zegarek, który od dawna planowałyśmy kupić (ja sobie ona sobie ).
Wszystkie prezenty, w tajemnicy i konspiracji z bratem i mamą Pauliny, położyłam w jej pokoju, nastawiłam nagrywanie filmu i uciekłam do innego pomieszczenia. Film nagrany, emocje uderzyły, niespodzianka się udała!

STO LAT PAULINA !
  • awatar Anett .♥: świetny pomysł! wszystkiego najlepszego z okazji imienin dla Ciebie oraz urodzin dla Pauliny! dodaję do obserwowanych :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
http://five-star-girl.blogspot.com

Ubrań mi namiętnie przybywa. Zaczynam powoli gromadzić rzeczy na wyjazd na erasmusa do Portugalii, co kończy się nieustannymi zakupami i wydawaniem pieniędzy. Non stop. Na szczęście kosmetyków nie zamierzam kupować i ciągnąc ich ze sobą z Polski, także nie tylko miejsca, wagi, ale złudnie też i pieniędzy nieco zaoszczędzę. Co prawda wyjazd wciąć wisi na włosku, ale jestem nastawiona na TAK!

W taki o to sposób w mojej szafie zagościło kilka nowych rzeczy. Przede wszystkim NIKE AIR MAX 90, przed którymi broniłam się dość długo. Nie uznawałam ich za buty hah, ale nigdy nie mów nigdy. Od kilku miesięcy chorowałam na nie! Co prawda początkowo chciałam nieco inne kolory (te same, ale w innym zestawieniu). Ostatecznie padło na ten model. Póki co jestem z nich zadowolona .
Wizyty w galerii zawsze owocują w zakup jakiś "szmatek". Dzisiejsza przyniosła ze sobą cekinowy, zwiewny top w kolorze pudrowego różu. Widzę ją w lekkich, letnich stylizacjach, a także na imprezach!
Wracając jednak do, preferowanego przede mnie, prostego stylu padł też zakup czarnej, koronkowej spódniczki. Idealna nie tylko do gładkiej bluzeczki, ale także do koszuli. W połączeniu z rajstopami zimą i bez rajstop latem. Oczywiście czarne szpileczki obowiązkowe ;-).
I biżuteria. Tej nigdy za wiele! Tu tylko cześć nowych nabytków. W związku z tym, że kupuję kolczyki nie złote i nie srebrne (zbyt często je gubię, żeby wydawać na nie fortunę...) to jestem skazana na czarniejące elementy, które nieestetycznie brudzą skórę. Zaopatrzyłam się w malutkie matowe i błyszczące (nie ma zdjęć jeszcze 3 par ;-)), a także w nieco większe koła, na odważniejsze wyjścia!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Wszyscy robią małe wyprzedaże w szafach więc i czas na mnie

szafa.pl/profil/martysiia < - może coś wpadnie Wam w oko?

Planuję wciąż dodawać nowe rzeczy!

  • awatar pannaem: zapraszam również do mnie na wyprzedaż :) http://www.vinted.pl/members/1662-pannaem86/ubrania
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

http://five-star-girl.blogspot.com

Tak! Spełniłam swoje marzenie! Kupiłam lokówkę stożkową! Od dawna się czaiłam na coś niedrogiego, choć w sumie i tak wybrałam droższą opcję ;-). Mam zaufanie do marki REMINGTON także bez wahania dołożyłam 30 zł i zapłaciłam 119 zł.
To dopiero moje początki z lokówką. Miałam kiedyś taką starusieńką, która pamięta chyba jeszcze włosy prababci... Mam nadzieję, że jeszcze kilka kręceń i wyrobię się, szczególnie, że bardzo lubię kręcone włosy! Moje naturalne są lekko falowane, jednak ze względu na codzienne suszenie rano zwyczajnie się prostują. Efekt skrętu mam dopiero gdy schnął bez użycia suszarki, a to zdarza się rzadko ...
Sztukę kręcenia włosów mam jeszcze do opanowania, choć i tak już jaram się lokami <3.

dziś zdjęcia celowo rozjaśnione, taki miałam kaprys ;-)
i oczywiście z przewagą różu

Dla porównania mój naturalny skręt włosów. Następnym razem spróbuję tylko podkreślić te fale, bez większego nakręcania serpentynek
Oraz sprawca całego mojego szczęścia!
  • awatar Anett .♥: masz piękne włosy! mam tą lokówkę i muszę powiedzieć, że jest świetna! dostałam ją od mojej Mamy, wypatrzyłyśmy ją w Tesco w zestawie razem z prostownicą za ok.140zł :D
  • awatar blover: piękne loki! sama ostatnio mam ochotę kupić lokówkę bo już mam dość prostowania włosów :)
  • awatar maybellline: Super efekt! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Tak! Spełniłam swoje marzenie! Kupiłam lokówkę stożkową! Od dawna się czaiłam na coś niedrogiego, choć w sumie i tak wybrałam droższą opcję ;-). Mam zaufanie do marki REMINGTON także bez wahania dołożyłam 30 zł i zapłaciłam 119 zł.
To dopiero moje początki z lokówką. Miałam kiedyś taką starusieńką, która pamięta chyba jeszcze włosy prababci... Mam nadzieję, że jeszcze kilka kręceń i wyrobię się, szczególnie, że bardzo lubię kręcone włosy! Moje naturalne są lekko falowane, jednak ze względu na codzienne suszenie rano zwyczajnie się prostują. Efekt skrętu mam dopiero gdy schnął bez użycia suszarki, a to zdarza się rzadko ...
Sztukę kręcenia włosów mam jeszcze do opanowania, choć i tak już jaram się lokami <3.

dziś zdjęcia celowo rozjaśnione, taki miałam kaprys ;-)
i oczywiście z przewagą różu
 

 
http://five-star-girl.blogspot.com

Sesja dopadła. W tym tygodniu jeszcze lajcik, następny szykuje się zabójczy. Ale o tyle dobrze, że jak się skończy to będzie już niemal wolne . Masakrycznie dużo nauki. Dużo suchej i bezsensownej teorii, której prawdopodobnie nie zapamiętam przez tydzień... zdecydowanie bardziej wolę zaliczenia robione przez cały semestr (np. w formie wejściówek albo zaliczeń połówkowych). Bo potem wychodzi tak, że w ciągu 5 dni mam 10 zaliczeń .... staje się to niemal fizycznie niemożliwe do ogarnięcia.
Poza tym, że sesja ssie to i zima przyszła. Śnieg sypie i sypie... a ja w związku z tym zmieniłam swoje miejsce zamieszkania na bliższe uczelni i mieszkam z bratem na kilka tygodni. Po sesji raczej wrócę do domu, ale teraz łatwiej mi będzie chociaż dojeżdżać na egzaminy .
Z erasmusem wciąż nic nie wiadomo. Walczymy. Uruchomiliśmy chyba wszystkie możliwe osoby na uczelni (łącznie z dziekanem) i czekamy na efekty naszej walki. Ta niepewność zaczyna mnie irytować i coraz bardziej odechciewa mi się tego całego wyjazdu.... (a przypominam, jaka byłam nim podjarana na początku....)
I jeszcze mała dygresja a propo obecnego stanu : serca i rozumu....
  • awatar blover: u mnie najgorszy będzie ostatni tydzień stycznia i pierwszy tydzień lutego :( nasypało u nas śniegu ojjj duzo :P tylko moja Szila się cieszy :P
  • awatar Beata P.: ach te sesje ;] patrze, że u wszystkich nauka wygląda tak samo. też mam masę teorii, która jest tak nuda, że nawet ściany mam ciekawsze w pokoju ;]
  • awatar sweetnothing: moja nauka wygląda tak samo! kupa notatek dookoła a w tle fejs :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

five-star-girl.blogspot.com

Zacznę d tego, że pinger zaleje i dodał mi dwa zaległe wpisy , jeden sprzed miesiąca a jeden z sierpnia... "no nieźle!"

Do niedawna wydawało mi się, że panuję nad swoim życiem i totalnie je ogarniam. Poważne deklaracje, podpisane jednoznaczne decyzje i nagle Boom! nie ma nic!
Po pierwsze, w sercu masakra, kałabania na całego, nie ogarniam totalnie! ;o Nie wiem co się dzieje, czy jest dobrze czy jest źle, czas tak szybko zmienia moje podejście do tego wszystkiego, że nie będę wcale zdziwiona jak pięknego dnia powiem "Jebać to" i zamknę drzwi. Naprawdę. Jestem w totalnej rozterce.
Po drugie, klękajcie narody! ERASMUS. Umowa podpisana, wszystko pewne, na 100%, odliczamy dni. Czy aby na pewno? Dostaję maila, że być może wstrzymają wypłaty stypendiów i wyjazdu wcale nie będzie - że co?! Po interwencji u źródła problemu okazuje się, że z hajsem wszystko spoko i informacja jest chyba fałszywa. WTF!? Czekam na wyjaśnienia...
Po trzecie, wyrywanie ósemek. Planowo miały być dwie. Okazało się, że muszę wyrwać wszystkie 4! TAK! 4 x 8! Cudownie! Jest piątek, we wtorek wyrwali mi pierwszą, do teraz ledwo żyję. Ból niesamowity, buzi mi otwieram, jestem spuchnięta na twarzy jak chomik. Elegancko.
Po czwarte, sesja. Którą ogarnę, a jak nie to nie ogarnę... ale ogarnę!
Po piąte, plany na przyszłość. Były genialne, ucieczka w dalekie miejsce, już rozplanowana niejako nawet, tylko czekała na swój czas. Proszę bardzo, erasmus wszystko modyfikuje... co więcej, serce też daje popalić w tej kwestii. Przepraszam, czy moje marzenia o ucieczce się kiedyś spełnią?! Bo jak na razie mam wrażenie, że coś na siłę trzyma mnie w tej małej, smutnej i bez perspektyw miejscowości....
Po szóste... OGARNIJ SIĘ!
  • awatar kaaatkaaa: życie weryfikuje wszystkie plany:p będzie dobrze zobaczysz- wszystko w swoim czasie:) myśl pozytywnie:) współczuje 8... :/
  • awatar niezbyt szczesliwy chlopak z Podlasia: @Martysiia: domyślam się, ja też tabletki od czasu do czasu popijam ale jak przejdzie można się znieczulić w inny sposób ;)
  • awatar Martysiia: @niezbyt szczesliwy chlopak z Podlasia: haha! co fakt to fakt ;/ ale ja np. teraz lecę na antybiotyku... ;/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 

http://five-star-girl.blogspot.com

Na koszulę w kratę czaiłam się do kilku tygodni. Najpierw spodobała mi się jedna w Housie, jednak ze względu na cenę wolałam poczekać na jakąś promocję. Podczas promocji chyba każdemu się ona spodobała i znikła zarówno ze sklepu on-line jak i z każdego sklepu stacjonarnego w moim mieście. To był znak! Szukałam dalej. Znalazłam jedną, dość ciekawą na szafa.pl. Cena super, wymiary super, jednak nie była ze sztywnego materiału, a takiej oczekiwałam.
Podczas niedzielnej nudy pojechałam "na spacer" do galerii. W Cropp Town znalazłam swój ideał po raz kolejny. Przymierzyłam - jest ok. Tylko cena lekko wysoka. Coś mnie jednak tknęło, że pewnie lada dzień też będą jakieś zniżki, wyprzedaże międzysezonowe. TAK! Wróciłam do domu i od poniedziałku było -40% na wszystko! Następnego dnia, wraz z otwarciem galerii, wylądowałam przy kasie wraz z moim ideałem <3.

Jak mało potrzeba mi do szczęścia .
  • awatar Martysiia: tak.... wpis jest sprzed 36 dni.... tylko pinger zwariował hahaha :D i dopiero mi go dodał :D
  • awatar Samaire: Widziałam ją w sklepie, szkoda, że mojego rozmiaru nie było ;p
  • awatar kaaatkaaa: ooo też dostałam identyczną od mikołaja;p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›